Metamorfoza - piękno wewnętrzne,  Poczucie uwięzienia,  Uncategorized,  Wolna Dusza

Samotność – wybór czy konieczność

„Siedzę w więzieniu własnych uczuć, skazana na szczerość. Mym wyrokiem – samotność”.

Cytat odnaleziony w necie, ale jakże prawdziwy, bo kto lubi osoby, które są szczere, prawdziwe, zgodne z tym, co wyznają, czują, mówią? Prawda dotyka, jeśli ktoś nie obdarł się z iluzji o sobie, odrzuci ją odrzucając tego, kto dotyka prawdy, jak bolesnej rany. Czy rzeczywiście chcę być sobą?

Owszem, a cena jaką zapłacę to samotność.

Nie lubię tłumów. Nie lubię galerii. Nie lubię być w centrum uwagi z wyjątkiem konieczności. Czy to znaczy, że jestem dziwolągiem odseparowanym od społeczności?

Kiedyś uciekałam od ludzi zamykając się w swoim małym świecie – z lęku przed tym, jak mnie odbiorą, czy nie osadzą na podstawie… powierzchowności, nie dostrzegając wartości w głębi Duszy. A co jeśli i odmówią i usłyszę NIE!! lub będę nakłaniana do…? Kiedyś…

Samotność z wyboru czy konieczności?

Ucieczka w samotność może być jedynym wyjściem przed odrzuceniem lub brakiem aprobaty otoczenia. Dzieje się tak, kiedy nie czuję swojej wartości, nie akceptuję siebie. Kiedy nie potrafię dostrzec w sobie „skarbów” i indywidualności, kiedy nie znam swoich mocnych stron, czuję, że nie mam czym zaintrygować innych. Często słyszałam pytanie: „ale co ja mam właściwie do zaoferowania i dlaczego ktoś mógłby mnie zauważyć”?

Przy takich przekonaniach samotność mnie chroni przed odrzuceniem lub nieumiejętnością przyjmowania krytyki. Jeśli jestem sama nie narażam się na ośmieszenie lub niezrozumienie.

Pochwała idealizmu – Wielu z nas zostało wychowanych w rodzinach tzw. „sterylnych”. Rodzice dbali o nasze zdrowie, bezpieczeństwo, chronili przed upadkiem, fizycznym i duchowym. Druga strona świata, ta ciemniejsza nie była nam znana, bo niedostępna. Ta „pozorna” ochrona daje nam złudzenie idealizmu i wrażenie, że wszystko inne jest również dobre – przynajmniej takie powinno być. Aż pewnego dnia dostrzegamy, że wcale tak nie jest.

To zderzenie rzeczywistości z moim „idealnym” światem burzy moją ideologię. Kiedy nie jestem przygotowana na słowa krytyki, bo dla rodziców byłam księżniczką lub ukochanym i posłusznym synusiem, to gwałtowna odmowa, lub pokazany błąd przyprawia nas o drżenie.

Jedyne wyjście wówczas to pozostanie w moim „idealnym” świecie, w którym przechowuję mój „idealny” obraz Siebie, w którym nikt nie ujawnia mi moich błędów i wad.

Samotność – „celebrowana inność” – Co z tego, że myślisz inaczej, żyjesz inaczej, pracujesz inaczej… Inaczej to znaczy jak? Czym się wyróżniasz? Zdeformowanym ciałem, zniekształconą psychiką, patologicznym zachowaniem? Do tego, co widoczne dla oczu przyzwyczajamy się. Traktujemy w sposób „wyjątkowy”, bo są przecież „inni”.  Owa „inność” – określenie, które determinuje nas jako tych, którzy od urodzenia nie potrafią… nie chcą wpasować się w jakieś ramy. Ileż razy słyszymy: „wychowaliśmy cię normalnie. Gdzie popełniliśmy błąd?”. Ano nigdzie! „Wy zrobiliście wszystko jak należy”.

Z wyjątkiem jednego: Mimo, że jestem „normalna” (cokolwiek to znaczy), mam prawo inaczej myśleć, postępować. Społeczeństwo bardzo często oczekuje lojalności: dzieci w szkole, dorosłych w pracy, w rodzinie…

„Dziecko, dlaczego nie obcinasz tej końcówki, kiedy wkładasz mięso do brytfanny? Ale mamusiu, robię to po swojemu…

–  Nie możesz, bo tak nie należy!

–  Ale dlaczego?

–  Bo tak ma być, tak robiła twoja babcia i prababcia…”

Wiecie co się okazało? Prababcia miała za mały garnek, dlatego obcinała końcówki 🙂

Czasem przekazujemy dzieciom przekonania, które niczemu nie służą, nie są im potrzebne i nie muszą ich chronić. Nie pozwalamy na samodzielność, w myśleniu, postępowaniu. Ci, którzy mają silną osobowość, nie odstąpią od swoich przekonań. A co z tymi, którzy nie pozwalają sobie na tę „odmienność”? Separują się od świata i żyją osamotnieni i niezrozumiani przez rodzinę, szefa, nauczyciela…

Samotność przeżywana w chorobie

Czy byliście kiedyś towarzyszami w czasie choroby, traumatycznego doświadczenia, tragedii, którą przeżywa bliska nam osoba? Trudne doświadczenie.

To szlachetne – śpieszymy z pomocą, zasypujemy radami, mamy plan na dalsze leczenie i szczęśliwe zakończenie. To wspaniałomyślne! Nie możemy… nie chcemy pozwolić na samotne przeżywanie choroby. Nie łudźmy się, że pomożemy. Owszem… chory może mieć poczucie wsparcia. Ale choćby otaczała go cała rodzina, to nigdy nie zrozumiemy jego świata. W tym cierpieniu i bólu zawsze pozostanie sam, choćbyśmy sprowadzili cały sztab lekarzy i terapeutów. Czasem wystarczy sama obecność, bez słów, porad lub dotyk pełen ciepła i współczucia. To gesty, które mają większe znaczenie niż słowa „rozumiem Cię”, bo dla chorego zawsze będą one puste. „Nie! Nie rozumiesz! Nie jesteś mną!”

Jedyne co nam pozostaje, to pozwolić mu na przeżycie tej trudnej chwili właśnie w jego samotności.

Samotność w negatywie

Skrajnym i destrukcyjnym przejawem wyboru i przeżywania samotności jest bunt. Samotność zbuntowana, histeryczna to odrzucanie ludzi, przez stosowanie przemocy, agresji. Człowiek taki, tak bardzo, jak nienawidzi samotności, tak bardzo ją tworzy, odrzucając po kolei wszystkich, nawet, a może w szczególności tych, których kocha. To niewiedza, że wybiera samotność, której nie kocha i nie akceptuje. W końcu poprzez swoje agresywne działania zostaje sam, bez rodziny, przyjaciół, mówiąc „nie potrzebuję ich”!!! Częściowo ten temat poruszyłam w artykule: „Męskie wybory”.

Samotność w destrukcji to stan, izolacji nie tylko od ludzi, rodziny ale głównie od swojego Źródła, którym jest Bóg – Dawca życia. Rezultatem braku poszanowania życia, przemocy okrucieństwa jest samotność, w której przeżywa się swoją tragedię mówiąc: „nie potrzebuję nikogo”.

A później tylko odchodzisz i umierasz… w samotności.

Oto co o samotności mówi Osho:

„Gdy człowiek staje się świadomy, staje się samotny. Im jest większa świadomość, tym większe zdanie sobie sprawy z tej samotności. Dlatego nie uciekaj od tego w społeczeństwo, znajomych, stowarzyszenia, tłumy – nie uciekaj od tego! To wielkie wydarzenie, cały proces ewolucji dąży do niego. Świadomość dotarła do punktu, w którym wiesz, że jesteś samotny. A oświecenia możesz dostąpić tylko w samotności. Nie mówię osamotnienie.

Osamotnienie to uczucie, które przychodzi, gdy człowiek ucieka od samotności, gdy nie jest gotowy jej zaakceptować. Jeśli nie akceptujesz faktu samotności, czujesz się osamotniony. Wtedy znajdziesz jakiś tłum albo jakiś środek odurzający, w którym się zapomnisz. Osamotnienie stworzy własną magię zapomnienia”

Dziś…

Nie lubię tłumów. Nie lubię galerii. Nie lubię być w centrum uwagi z wyjątkiem konieczności. Nie jestem dziwolągiem odseparowanym od społeczności.

Jestem Sobą, jestem wyjątkowa i niepowtarzalna.

Kocham moją samotność! 🙂

Zajęcia z dziećmi i dorosłymi traktuję jako podpowiedzi do nieustannego odkrywania samej siebie. Nie ma dla mnie sytuacji bez wyjścia. Zawsze staram się znaleźć takie rozwiązanie, aby osoba, z którą współpracuję odnalazła swoje atuty i mocne strony. A ponieważ jestem świadoma również swoich wad i impulsywności w kontakcie z drugim człowiekiem poznaję siebie i ukierunkowuję moje niedoskonałości, by osiągnąć biegun pozytywny. ? Lubię wchodzić w sytuacje nowe, które są dla mnie wyzwaniem, ponieważ jako osoba emocjonalna odkrywam siebie w nowych doświadczeniach. Dlatego moje motto to: „To czego się lękasz jest Twoim powołaniem”

Dodaj komentarz

Jeśli masz jakieś pytania, wątpliwości lub też krytyczne i odmienne stanowisko od przedstawionego - zachęcam Cię do podzielenia się za mną :)

  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: