Rodzice i dzieci

Dlaczego dzieci chorują?

Dlaczego noworodki chorują?

Wielu z Was zadaje mi pytanie, skąd taka teoria, że chory noworodek, małe dziecko przejawia niewypowiedziane emocje rodziców, że te emocje są przyczyną chorób?

Pytanie przypomina ciągły dylemat typu, dlaczego dzieci niewinne chorują i kto ponosi za to odpowiedzialność, tudzież winę? Często słyszę: „i Bóg na to pozwala”! A co ma do tego Bóg? Nie ingeruje przecież w naszą wolną wolę. Kiedy dzieje się krzywda ludziom, mówią: „Bóg patrzy i nic nie robi”. Jednak kiedy my krzywdzimy innych powołujemy się na wolną wolę. Interpretujemy tak, jak nam wygodnie i to my tworzymy Boga na kształt naszych wyobrażeń.

Zatem wiedząc już, że to nie Bóg ponosi winę, pytamy dalej o przyczynę.

Dzieci przychodzą na świat nie mając umysłu. Rodzą się z pewną pustką i czystością w sobie. Mówimy, że są czystą niezasapisaną księgą.

Według naukowców i ekspertów w tej dziedzinie, pamięć tworzy się wówczas, gdy zaczynamy mówić. Jest to najczęsciej wiek od 3 do 4 lat. Przywołując z przeszłości i dzieciństwa wspomnienia, najczęściej kończą się one na tym właśnie wieku.  W myśl tej teorii „człowiek pamięta to, co może i potrafi opisać słowami”.

Mózg dziecka jest zatem jak komputer, który musi zostać naładowany wiadomościami – informacjami. Jeszcze „zapisz – akcept” i gotowe.

Doświadczenia, które przeżywają dzieci, wrażenia cielesne pozwalają dokonać tego zapisu, są pewnym „enter”, który ten zapis przyśpiesza. Stąd posiadmy tzw. „pamięć komórkową ciała” – ale o tym w innym miejscu.

Choroby małego dziecka, dysfunkcje, anomalie są niewyrażonymi emocjami rodziców.

Kobieta w ciąży przeżywając trudność, tragedię przeżywa silne emocje. Czasem nie może się z nikim nimi podzielić, nie ma odpowiedniej osoby, ma przekonanie, że nie powinna. Do tego dochodzą zmiany hormonalne, więc często jest podatna na zmienność nastrojów. W takiej sytuacji automatyczny, odpowiedzialny za przetrwanie MÓZG instaluje program przetrwania i znajduje rozwiązanie sytuacji. Dziecko jest tym, który swą matkę niejako odciąży i przejmie część emocji i stresu, również rozwiązania, aby mogło przyjść na świat i przeżyć wraz z matką.

Wychowuję dwie nastolatki i osobiście miałam okazję przekonać się o tym sama.

PRZYKŁAD:

U córki w wieku trzech miesięcy pojawił się „zespół suchego oka”. Po killku wizytach u lekarzy, nadal nie było pożądanych efektów. Dlaczego? Ponieważ problem natury emocjonalnej, tak naprawdę nie był córki lecz mój.

Co było przyczyną?

Będąc w ciąży nie otrzymałam wsparcia, którego potrzebowałam. Mąż pracował za granicą, a ja ze starszą córką musiałam poradzić sobie sama. Wrócił pod koniec ciąży. Stosunki między nami nie były najlepsze. Chciałam mu tyle powiedzieć, wypłakać się, ale czułam, że nie daje mi do tego prawa. Więc „połykałam łzy” płacząć w sobie. Obiecałam sobie, że pokażę mu jaka jestem dzielna i nie uronię żadnej łzy.

Mój upór i konflikt we mnie, córka wyraziła za mnie, poprzez zespół suchego oka.

W tym wypadku po uświadomieniu sobie tego faktu i działaniu z mojej strony (temat ten poruszę w odrębnym artykule), objawy ustąpiły i do dziś nie ma z tym problemu.

Przypominają mi się w tym miejscu słowa, które dla mnie nabierają dużego znaczenia:

 „A Słowo Ciałem się stało”.

Może wielu z Was nie zgadzać się z tym, o czym piszę. Może dla kogoś jest to niezrozumiałe. Jedno jest jednak pewne.

Dziecko jest ucieleśnieniem i „wyrazicielem” tego, co matka, ojciec nie wypowiedzieli, nie uczynili. Jest CIAŁEM z CIAŁA! A to ciało dajęce życie to matka, która nosi to maleństwo w sobie.

Czy należy zatem się bać i żyć w poczuciu zagrożenia? Oczywiście, że NIE!

Pytając: „to co ja mogę zrobić”? Odpowiedź jest tylko jedna. Kochać i wychowywać świadomie! Odpowiedzialnie, z miłością przyjąć i kształtować w dziecku postawy. Od samego początku. Bo to my rodzice jesteśmy najbliżej dziecka i to my mamy bezpośredni wpływ na zmianę przekonań, „wpisów” z przeszłości.

Można zapytać: „Owszem, ale jest tyle dzieci dziedzicznie obciążonych, chorują przecież, rodzą się z określonym charakterem, z pewnymi już predysposycjami”.

To tylko część prawdy. 

Dzieci są NOSICIELAMI!! Nie chorób, ale naszych emocji, pragnień niezrealizowanych, możliwości nieprzejawionych przez dziadków, rodziców. To niemalże ty – niemalże, bo jednak istota  indywidualna, odrębna i wyjatkowa – podatna na słowa rodziców i ich doświadczenia.

Istota DO UKSZTAŁTOWANIA przez rodziców.  Nie patrzysz na dziecko i nie mówisz: „Aaa, nie mogę nic zrobić, bo przyszło już z bagażem doświadczeń, bo babcia, dziadek, bo ja…”

Nie. Gdyby tak było, wychowanie, miłość, rozmowa i trud nie miałyby sensu.

Dlatego dzieci potrzebują świadomych rodziców. Nie idealnych! Ale świadomych najpierw siebie, świadomych popełnianych błędów i braku tego idealizmu.

Rodzicom życzę odwagi w zmaganiu się z trudnościami, bo za jakiś czas ujrzycie owoce poświęconego dzieciom czasu. 🙂

 

 

 

 

Zajęcia z dziećmi i dorosłymi traktuję jako podpowiedzi do nieustannego odkrywania samej siebie. Nie ma dla mnie sytuacji bez wyjścia. Zawsze staram się znaleźć takie rozwiązanie, aby osoba, z którą współpracuję odnalazła swoje atuty i mocne strony. A ponieważ jestem świadoma również swoich wad i impulsywności w kontakcie z drugim człowiekiem poznaję siebie i ukierunkowuję moje niedoskonałości, by osiągnąć biegun pozytywny. ? Lubię wchodzić w sytuacje nowe, które są dla mnie wyzwaniem, ponieważ jako osoba emocjonalna odkrywam siebie w nowych doświadczeniach. Dlatego moje motto to: „To czego się lękasz jest Twoim powołaniem”

Dodaj komentarz

Jeśli masz jakieś pytania, wątpliwości lub też krytyczne i odmienne stanowisko od przedstawionego - zachęcam Cię do podzielenia się za mną :)

  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: